Hejka kochani,
Oto drugi rozdział Jenna Rosalie Morell: Mroczne Uwodzenie Śmiercią"
Zapraszam do komentowania, wyrażania opinii.
2
Jenna Rosalie obudziła w niezłym nastroju. Nie ekstra dobrym ale też nie ekstra złym. Była umiarkowana i zdystansowana jak zawsze gdy miała zlecenie. Jej główna gruba pokojówka Camille Caroline rozplątywała jej włosy z wałków w których spała, żeby zyskać loki. Druga pokojówka Mary Susanne wybierała jej suknię na dzisiejszy dzień.
- Jak panienka, dzisiaj spała? - Spytała z zmartwieniem Camille Caroline.
Wiedziała bowiem, że jej pani bardzo często cierpiała na koszmary od czasów śmierci rodziców. Nieraz musiała wstawać w nocy by zaparzyć jej ziółek na uspokojenie i by znów mogła wrócić do snu.
- W miarę dobrze, dziękuję Camille Caroline. - Odparła z majestatem Jenna Rosalie.
- Jaką dziś robimy fryzurę, panienko? Standardowe rozpuszczone loki czy może kok albo jakieś inne upięcie? - Zmieniła temat wiedząc, żeby lepiej nie drążyć delikatnego tematu pracodawczyni. Choć nie była tak gwałtowna jak Adeline Beatrice nie lubiła rozmawiać o trudnych dla niej dolegliwościach. Zdarzało się, że mogła się głośno unieść ale w przeciwieństwie do matki nigdy nie podnosiła ręki.
- Myślę, że możesz zrobić warkocza. Nie ma sensu robić jakiejś dostojnej fryzury. Mimo wszystko to jakby spotkanie z bliską rodziną. Włożę też kolczyki z rubinami i naszyjnik z pereł. - Odpowiedziała po chwili namysłu. Prawdę mówiąc nie lubiła się ekstra stroić. Lubiła dobrze wyglądać ale nie przywiązywała uwagi, żeby jakoś bardzo świecić w towarzystwie. Była wyjątkowo skromna i w makijażu i ubiorze.R
Camille Caroline bez protestów zaplotła jej warkocza i wpięła w jej uszy kolczycoki. Na szyję zawiesiła jej perły. Mary Susanne za to ubrała jej gorset i suknię z błękitnego materiału. Wyglądała całkiem nieźle. Po względnym ogarnięciu się ruszyła do dużego salonu na śniadanie. Melissa Phoebe, kucharka jej rodziny od lat zrobiła dla niej jajecznicę i kawę. Spożywając posiłek i popijając go kawę czytała wiadomości lokalnej gazety. Jako ktoś kto sprawował władzę głowy rodziny musiała wiedzieć co dzieje się na świecie. Ze smutkiem odkryła, że jeden z przyjaciół ojca odszedł z tego świata. Michael Reginald był całkiem przyjaznym człowiekiem. Lubił też jak jej ojciec ją rozpieszczać komplementami czy też małymi prezentami gdy bywał w odwiedziny w ich posiadłosci. Dowiedziała się, że jedna z panien lekkich obyczajów okradła jednego z lordów podczas "zabawy" z nim. Została za to wychłostana i nałożono na nią wysoką grzywnę. Było też wiele innych ciekawości ale nie ma sensu ich wszystkich przybliżać. No może prócz jednej w której ogłoszono śmierć przyjaciela rodziny Lennoxów. Marlyn Margaret lennox, żona Adriano Teodora była tą, która znalazła ciało mężczyzny. Pokój gościnny w którym gościł był cały we krwi. Podobno leżał w łożku, jego język leżał na poduszce obok, a jego ciało znaczyły wiele aktów zadźgania. Mimo już kilkuletniego doświadczenia Jenna Rosalie poczuła lekkie mdłości. Mimo wszystko ciągle zadziwiało ją okrutność co poniektórych ludzi. To była ewidentna zbrodnia nienawiści. Ucięcie języka oznaczyło, że ten konkretny przyjaciel rodziny Lennox dopuścił się jakieś okropnej zdrady. Zadźganie mogło mówić wiele rzeczy, ale wiedziała, że to rozwiąże w trakcie śledztwa. Zastanawiała się jak bardzo ten ktoś musiał nienawidzić tego człowieka by tak go potraktować. Z całą pewnością przed śmiercią musiał bardzo cierpieć. Jeśli miała rację język poszedł najpierw. Jednak nie rozumiała jak w domu tak pełnym ludzi nikt niczego nie usłyszał. Z całą pewnością obca osoba z nożem w pokoju musiała przerazić tego lorda i musiała wywołać choć minimalny krzyk za nim sprawca usunął mu język. Chyba, że za nim wyciął język związał mu usta. Jednak w lokalnej gazecie nie było zmianki o tym by ofiara miała związana usta. Musiała wszystkiego dowiedzieć się podczas przepytywania wszystkich. Innego sposobu nie było. Ale oczywiście musiała też zobaczyć zwłoki na własne oczy. To z pewnością najgorszy aspekt. Nieraz Jenna Rosalie zastanawiała się nad zmianą z detektywa rozwiązującygo sprawę morderst na odkrywanie zdrad wśród małżonków. Jednak gdzieś tam bardzo głęboko w sercu lubiła widok rozlewu krwi. Tak to była kolejna dziwaczna rzecz w niej. Im coś bardziej krwawe tym bardziej dla niej fascynujące. Mogła się dziwnie założyć, że w innym życiu mogła sama być niebezpieczną morderczynią.
Po śniadaniu postanowiła spędzić pozostały czas na muzyce. Uwielbiała grać na fortepianie i śpiewać. Sama komponowała grane przez siebie kawałki. Była dumna ze swojej pracy. Czasem też myślała o puszczenie ich w świat ale byłaby to kolejna praca do wykonania w jej już i tak bardzo zajętym życiu. Anders Piere i kilku innych służących jak zawsze gdy grała lubili stać w stosownej odległości i się przysłuchiwać jej zajęciu. Nie przeszkadzało jej to. Uważała, że służba w jej obecności nie musi ciągle pracować i ma prawo do przerw i sprawiało jej radość, że ktoś chciał jej słuchać. Przypominało jej to też dawne czasy gdy jej rodzice żyli. Była to jedyna w sumie też dziedzina, którą wykonywała, która nawet jej matka aprobowała. Grała tak i śpiewała prosto z serca i z wyraźnym uczuciem. Muzyka pozwalała jej zapominać o tym jak bardzo świat był pełen okropności. Nie widziała w tedy mordertw, uciętych głów czy innych paskudztw do których posuwali się ludzie. Nie słyszała płaczu bliskich ofiar. Muzyka zabierała ją w świat pełen ciepła i blasku nawet jeśli grała też smutne melodie. Gdyby muzyka nie istniała nie wiedziałaby jak poradziłaby sobie z traumą. Również literatura działała na nią kojąco. Słowo pisane było naprawdę wielkim dziełem ludzkości. To było niemal dla niej ironiczne, że lud który mordował, kradł czy też oszukiwał potrafił tworzyć rzeczy piękne. W tych rzadkich momentach myślała, że świat naprawdę jest piękny i warty przeżycia.
O godzinie trzynastej była gotowa w powozie. Anders Piere towarzyszył jej jak zwykle gdy rozwiązywała zagadki. Nie było bowiem bezpieczne dla niej ruszać gdziekolwiek sama. Była w końcu sławna i tak jak miała wielu sojuszników miała też wielu wrogów. Z resztą nie tylko jej praca jako prywatny detektyw przysporzała jej złych ludzi. Jej sposób życia, funkcja głowy jako ostatniej z rodu czy inne bzdury, których ludzie nie aprobowali w niej było powodem, żeby ludzie chcieli ją atakować. Czas podróży miał trwać jakieś pół godziny ale Jenna Rosalie lubiła być wcześniej w umówionym miejscu i za nim odbędzie spotkanie lubiła zapalić cygaro. Tak mimo, że palenie również było domeną mężczyzn paliła. Zaczęło się od śmierci jej rodziny. Wcześniej nigdy tego nie robiła. No może czasem ojcem pozwalał jej na jednego bucha. Z reguły jednak jej nie ciągło. Żałoba jednak sprawiła, że chciała być bliżej ze swoim ojcem więc zaczęła popalać cygara. Tak samo jak on powoli jakby nie chciała, żeby się skończyło. Oprócz cygar jej drugim uzależnieniem było picie wina gdy była już zbyt zestresowana. Były to jednak rzadkie przypadki ale szła cała butelka wtedy. Anders Piere siedział cicho w powozie tak samo jak i ona. Jedynie głos woźnicy czasem przerywał ciszę. Z reguły były to przekleństwa. Woźnica odstawił ich przecznicę wcześniej od rezydencji Lennox jak wcześniej go poprosiła przy parku. Usiadła w tedy na ławce i skinieniem głowy poprosiła lokaja o cygaro i ogień. Mimo dezerpropaty Anders Piere odpalił jej cygaro. Nie lubił tego uzależnienia w niej. W jej ojcu również. Sam nie palił i często wyrażał zdanie jak bardzo to niezdrowe i ohydny według niego nawyk. Popaliła tak trochę a potem ugasiła cygaro o kant ławki i przekazała znowu lokajowi żeby schował. Spacerem w końcu ruszyli do rezydencji Lennox.
- Wiesz, Andersie Piere co? Naprawdę muszę po całej tej sprawie urządzić przyjęcie dla zaprzyjaźnionych rodzin. Lennoxowie przypomnieli mi, że zaniedbałam kompletnie kontakty. Zanotuj proszę w swojej głowie gdybym znów zapomniała, że powinnam urządzić przyjęcie po rozwiązaniu tego koszmarnego zabójstwa. Ojciec pewnie w głowie się przewraca na moją nieuwagę. - Zwróciła się do lokaja z prośbą.
- Panienko, jestem pewien, że twój tata jeśliby patrzył na ciebie teraz nie byłby mocno zawiedziony. Straciłaś rodziców na wszystko co święte. To zrozumiałe, że mogłaś nie mieć do tego głowy. Zrobiłaś jednak inne ważne rzeczy, których twoj ojciec nie zdążył dokończyć ku wielkiemu smutku. Nie powinnaś być dla siebie tak surowa. Gdybym sam miał córkę to chciałbym, żeby dokonała tyle co ty. Urodziłaś się jednak w kiepskim okresie i większość tego nie docenia. Zasługujesz na o wiele więcej uznania. - Wygłosił wywód Anders Pierce.
Serce Jenny Rosalie ścisnęło się ze wzruszenia gdy to powiedział. Pomimo tego, że wiedziała, że robi naprawdę dużo, potrzebowała od czasu do czasu usłyszeć uznanie, nawet jeśli jest ono od służącego.
- Czasem Andersie Pierce, jesteś dla mnie jak drugi ojciec. Naprawdę o mnie dbasz i o mój umysł jak mój własny papo. - Powiedziała z uśmiechem ale i też z lekkimi łzami w oczach ze wzruszenia.
- A co z twoim ojcem chrzestnym panienko? Nie on powinien być tym drugim? - Spytał z lekkim rozbawieniem ale i też z zadowoleniem, że zajmuje tak duże miejsce w sercu tej młodej kobiety o której myślał nie jak o pracodawczyni ale jak o własnym dziecku.
- On zajmuje trzecie. Posłuchaj to ty zawsze przy mnie jesteś, wspierasz mnie i dodajesz mi otuchy gdy nie jestem wcale taka pewna swoich działań. Adriano Teodor może i jest moim chrzestnym, ale nie jest tak bliski jak ty. Nie podziękowałam ci nigdy za to, ale dziś dziękuję. Nie tylko za służbę ale i też za troskę.
Anders Piere nie mógł poczuć się bardziej dumny z tych słów. Jednak nie potrzebował jej podziękowań. Robił to wszystko bo Jenna Rosalie naprawdę była niezwykłą istotą. Od małego była. Gdy się urodziła mimo, że nie był jej rodzicem mocno chwyciła go za palec. Już w tedy wiedział, że to dziecko będzie jego nie tylko panią ale i też prawdziwą rozkoszą jego życia. Sam nie mógł mieć dzieci ale Jenna Rosalie była najlepszym zastępstwem biologicznego maleństwa. Przez lata patrzył jak dorasta, łapał gdy robiła pierwsze kroki i się przewracała, zaspakajał jej wielką ciekawość do świata. Nigdy nie zapomniał jak gdy miała kilka latek postanowiła zrobić swojej matce psikusa i wysmarowała jej suknię czekoladą. Było zabawnie słuchać krzyków Adeline Beatrice na całą rezydencję jakie to małe dziecko jest utrapieniem. Jednak jej stosunek do córki był paskudny. Często musiał ją opatrywać gdy pani domu wpadała w jeden tych swoich częstych wybuchów. Wszystkie te siniaki, skaleczenia, zwichnięcia to było wyjątkowo paskudne. Jednak młoda panienka nigdy nie pozwoliła by jej ojciec się dowiedział. Uważała, że pan domu ma zbyt wiele zmartwień by go martwić takimi "błahostkami" jak sama mówiła. Podziwiał, że to potrafiła znieść i że nigdy nie martwiła innych złym samopoczuciem ale nie powinna była tego robić. To nie było w porządku.
Jenna Rosalie przełożyła nerwowo warkocz na ramię. To miało być spotkanie czysto związane z pracą, ale mimo wszystko z jej ojcem chrzestnym i resztą jego rodziny. Nie widziała ich od pięciu lat i trochę się denerwowała. Wzięła głęboki oddech i skinęła głową na lokaja.
- Jesteś gotowa panienk0? - Spytał Anders Piere niepewnie widząc jej nerwową reakcję.
- Tak. Miejmy to za sobą. - Powiedziała odważnie i uśmiechnęła się szeroko.
Nie było mowy by teraz stchórzyła i nie pomogła drugiej rodzinie skoro obiecała. Anders Piere podniósł więc dłoń i zapukał donośnie. Chwilę później drzwi otworzył mężczyzna nieco niższy od Andersa Piere'a.
- Panienka Jenna Rosalie Morell, jak miło cię widzieć nawet jeśli w niezbyt miłych okolicznościach. - Powiedział lokaj rodziny Lennox.
- Miło cię widzieć Charlesie Dariusie - Powiedziała z uśmiechem Jenna Rosalie gdy weszła do środka rezydencji i podała Charlesowi Dariusowi płaszcz, który od razu go przyjął i powiesił na haku.
- Witaj, Charlesie Dariusie. To przyjemność znów cię widzieć. Może w wolnej chwili zagramy w partyjkę? - Spytał Anders Piere.
- Oczywiście, stary przyjacielu. - Odpowiedział uprzejmnie jak lokaj lokajowi. - Zaprowadzę was teraz do salonu moi drodzy. Wszyscy czekają w salonie na wasze przybycie.
Jenna Rosalie wraz Andersem Piere ruszyli więc powoli do salonu rodu Lennox. Nie mogła nie zauważyć, że właściwie nic się nie zmieniło od kąd ostatni raz tu była. To było parę dni przed morderstwem rodziny w Boże Narodzenie. Wielkie przyjęcie, wspaniała muzyka i wspaniałe dania. Każdy świetnie się bawił. Cieszył ją w tedy fakt, że Gabriel Sebastiano spędzał święta w tedy gdzie indziej. Było jej bardzo łatwo przywołać te wspomnienie. Matka i ojciec w dobrej, szczęśliwej relacji, całujący się i przytulający przy kominku. Śmiech gdy ojciec połaskotał matkę w szyję z prawdziwą miłością oraz z psotnym błyskiem w oku. Taniec z całą trójką a raczej jego próba bo Jenna Rosalie była dosyć kiepskim materiałem na tańcerza. Jeden z niewielu momentów gdy matka była dla niej ciepła i troskliwa bez incydentu wybuchowego. Całus w czubek głowy od Marlyn Margaret i Adriano Teodora, drobne uprzejmości wymienione z Pamelą Patricią, ciche plotkowanie z Dahlią Dominique i zabawy z Vanillią Victorią. Wszystkie te wspomnienia wywołały kilka małych leż w kącikach oczu. Otarła je szybko by nikt ich nie zobaczył. Nie chciała być uważana za małą dziewczynkę. Wyprostowała się bardziej i poszła bardziej dumnym krokiem. Ostatnie wspomnienia z rodziną czy nie musiała być teraz twarda i niewzruszona jako detektyw. Nie zwykła kobieta, sierota czy też pospolity członek arystokracji ale detektyw.
- Przepraszam, że przeszkadzam państwu ale przyjechała już Jenna Rosalie z Andersem Piere'em. - Powiedział z ukłonem Charles Darius gdy dotarli do salonu.
Cała rodzina Lennox siedzieli na kanapach i w fotelach. Pamelą Patricia trzymała w ramionach małe zawiniątko zapewne pierwsze jej dziecko. Obok niej siedział jej mąż Liam Leonard Paterson. Na drugiej kanapie Dahlia Dominique plotła Vanilli Victori warkocza. Na trzeciej Adriano Teodor przytulał żonę. W fotelu siedział Gabriel Sebastiano, który najwyraźniej czytał książkę ułożoną na jego kolanach ale po wyjawieniu, że Jenna Rosalie przybyła szybko zamknął książkę i umieścił ostrożnie na stoliku.
- Słońce, jak miło cię widzieć. - Powiedział Adriano Teodor gdy podniósł się z kanapy.
- Witaj panie Adriano Teodorze. Jest mi naprawdę ciepło na duszy widząc cię po tak długim czasie jak oczywiście całą waszą resztę. - Powiedziała z uśmiechem i lekko dygnęła na znak szacunku.
- Och, Słońce darujmy sobie te głupie formalności. Juz ci kiedyś mówiłem, żebyś mówiła mi po imieniu lub też wujku. - Odparł Adriano Teodor i bez namysłu objął ją mocnym uściskiem. Ten uścisk znów dał jej wspomnienie wielu wcześniejszych uścisków od tego mężczyzny przez lata. Jednak wolała nie wspominać teraz tego ostatniego i odwzajemniła przytulas mocniej.
- Witaj, Wujku. - Ucałowała go w policzek.
- No proszę jak miło dostać całusa od tak uroczej, damy innej niż moja żona. - Zaśmiał z rozczuleniem lord Lennox.
- Kochana Jenno Rosalie to wielka przyjemność widzieć cię ponownie tutaj. - Powiedziała Marlyn Margaret.
- Mnie również, Ciociu. - Powiedziała Jenna Rosalie z trudem bo od lat nie używała tego wzrotu.
- Usiądźże, moje dziecko. - Odezwał się znowu Adriano Teodor,wskazujac na fotel na przeciw Gabriela Sebastiano, który pożerał ją spojrzeniem swoich zielonych oczu.
Jenna Rosalie westchnęła na to w duchu. Powolnym krokiem ruszyła na wolny fotel naprzeciw przyszłego spadkobiercy rodu Lennox i usiadła elegancko zakładając nogę na nogę. Jej wierny lokaj stanął za nią za plecami.
- Witaj JenRo. - Powiedział psotnie używając starego przezwiska Gabriel Sebastiano.
Skrzywiła się lekko.
- Miło cię widzieć paniczu Gabrielu Sebastiano. - Wycedziła uprzejmie przez zęby Jenna Rosalie. - Wygląda na to, że to tobie powinnam złożyć podziękowania, żeby poprosić mnie o rozwiązanie sprawy.
- Och, to nic takiego. - Odparł z udawaną skromnością młody panicz Lennox. - Brakowało nam wszystkim, twojego jakże uroczego towarzystwa JenRo.
W myślach rudowłosa detektyw miała ochotę postawić tego idiotę na swoim miejscu jednak się powstrzymywała. Nie była tu by uczyć błazna sztuki gry aktorskiej jeśli naprawdę chciał zgrywać kogoś kto rzeczywiście jest skromny. Nie miała zamiaru dać się mu tak po prostu wyprowadzić z równowagi. Przybrała więc jeden z najlepszych uśmiechów.
- Jesteś naprawdę zaiste wspaniałomyślny i pełen niespodzianek mości Gabrielu Sebastiano. Jestem niesamowicie uradowana, że to akurat ty przypomniałeś nam wszystkim jak się zaniedbaliśmy nawzajem. To z twojej strony wyjątkowo obiecująca cecha partnera rodzinnego z której z pewnością będę potrzebować w przyszłości. - Powiedziałam gładko i grzecznie.
Gabriel Sebastiano wydawał się jak rażony piorunem. Jego usta otwierały się i zamykały jakby zabrakło mu odpowiednich słów. Pewnie spodziewał się, że młoda kobieta pęknie ale bardzo się pomylił. Jenna Rosalie była w cudnym nastroju, że ustawiła tego młodego lorda na swoim miejscu.
Nagle rozległ się cichy śmiech Vanillii Victory. Druga z córek Lennox nie mogła powstrzymać śmiechu przy konwersacji tej dwójki.
- Nic się nie zmieniliście, wy dwoje. Zawsze chcecie tego drugiego zaszokować. Można by by było pomyśleć, że wyrośnicie już z tego. - Powiedziała czując wzrok całego towarzystwa a w szczególności Jenny Rosalie i Gabriela Sebastiano.
- Och, cicho być. Ty dalej boisz się pajęczyn! Pajęczyn do licha!- Wykrzyknął zirytowany brat do starszej siostry.
- Zamknij się Gabriel Sebastiano. Ona ma trochę racji co do nas. Jednak ja nic na to nie poradzę. Cholernie bardzo mnie irytujesz od zawsze. - Warknęła Jenna Rosalie, broniąc koleżanki.
- Wcale nie jestem irytujący. Myślę, że po prostu udajesz zdenerwowaną, żeby ukryć, że tak naprawdę mnie lubisz panienko Morell. - Odpowiedział pewny siebie Gabriel Sebastiano.
Jenna Rosalie, aż zachłysnęła się powietrzem. Nie mogła uwierzyć, że ten arogant coś takiego powiedział. Jednak szybko odzyskała rezon.
- Chyba śnisz. - Prychnęła kręcąc głową nad tym idiotą.
- Możesz być pewna moja miła, że w moich snach robimy coś całkiem innego. - Odparował i poruszył sugestywnie brwiami.
- Jesteś świnią! - Wykrzyknęła oburzona jego odwagą gdy zrozumiała aluzję młodego lorda.
- Wystarczy tego. - Rozległ się głos Adriano Theodora.- Gabrielu Sebastiano, myślałem, że rozmawialiśmy o manierach wobec dam, a zwłaszcza tych, które należą do rodziny. Czy twój pomysł sprowadzenia tu Jenny Rosity obejmował dogryzanie tej wspaniałej panny? - Spytał cichym i stanowczym głosem.
Gabriel Sebastiano miał na tyle przyzwoitości by okazać poczucie winy na naganę ojca.
- Bardzo przepraszam Jenno Rosalie. Mój ojciec jak zwykle ma rację. Okazałem ci brak szacunku i jest mi bardzo przykro z tego powodu. - O dziwo słowa młodego spadkobiercy zabrzmiały w uszach Jenny Rosalie szczerze.
- W porządku Gabrielu Sebastiano, przyjmuję twoje przeprosiny. Ja także przepraszam, wujku nie powinnam reagować na zaczepki pańskiego syna. Matka ciągle mnie o tu strofowała ale i tak ciągle o tym zapominam. - Powiedziała ostatnie z danie z lekkim westchnieniem.
- To bynajmniej nie twoja wina moja droga. Mój syn doskonale wie jak się zachować po prostu woli być wulgarny. Mam nadzieję, że w końcu spoważnieje bo będę musiał, zmienić spadkobiercę. - Powiedział ponuro starszy mężczyzna. - Chciałem ci wczoraj powiedzieć ale zapomniałem, że na czas śledztwa chciałbym, żebyś tutaj mieszkała.
Rudowłosa kobieta zamarła. Nigdy nie mieszkała z ludźmi, którzy zlecali jej rozwiązanie sprawy a tym samym i z podejrzanymi. Nie bardzo jej to odpowiadało. Fakt, że miała przez być może parę tygodni mieszkać z rodziną Lennoxów, a w szczególności z Gabrielem Sebastiano naprawdę nie brzmiał dla niej wesoło.
- Wujku, wybacz proszę ale nigdy nie mieszkam w domu moich zleceniodawców. To wbrew mojej etyce zawodowej. Po za tym nie mam bagażu na taką ewentualność. - Próbowała się wywinąć z tej sytuacji.
- Nonsens, dziecko. Nie jesteśmy tylko twoimi zleceniodawcami. Jesteśmy rodziną. Jestem pewien, że Anders Piere nie będzie miał nic przeciwko by udać się po twoje rzeczy. - Powiedział Adriano Theodor nie chcąc zauważyć, że stawia Jennę Rosalie w dość niezręcznym położeniu.
- Natychmiast wyruszę, panienko Jenno Rosalie. - Potwierdził zdanie Anders Piere.
- W porządku. Nie bierz jednak wiesz czego. - Powiedziała zrezygnowana, wiedząc już, że nie ma mowy by się wyplątała z tej gościny.
Kiedy Anders Piere zawrócił do rezydencji Morell, reszta towarzystwa spędziła na zwykłej gadaninie. Trzy godziny później jedli wystawną kolację, a lokaj zdążył wrócić przed udaniem się swojej pani do spania. Jenna Rosalie wcale nie czuła się dobrze z obrotem spraw. Wiedziała już jedno. Ta sprawa będzie dużo bardziej zagmatwana niż wszystkie inne do tej pory. Musiała mieszkać z kimś kto prosił o rozwiązanie sprawy. Długo nie mogła zasnąć w obcym łożu mimo, że było wygodne. Musiała jednak w końcu zasnąć, bo jutro czekał ją pracowity dzień przesłuchań i zeznań. Po dłuższym gapieniu się w inny sufit niż jej własny w końcu jej powieki się zamknęły.


