sobota, 6 kwietnia 2024

Drugi Rozdział Jenna Rosalie Morell : Mroczne Uwodzenie Śmiercią

 Hejka kochani,

Oto drugi rozdział Jenna Rosalie Morell: Mroczne Uwodzenie Śmiercią"

Zapraszam do komentowania, wyrażania opinii.


2


Jenna Rosalie obudziła w niezłym nastroju. Nie ekstra dobrym ale też nie ekstra złym. Była umiarkowana i zdystansowana jak zawsze gdy miała zlecenie. Jej główna gruba pokojówka Camille Caroline rozplątywała jej włosy z wałków w których spała, żeby zyskać loki. Druga pokojówka Mary Susanne wybierała jej suknię na dzisiejszy dzień. 

- Jak panienka, dzisiaj spała? - Spytała z zmartwieniem Camille Caroline. 

Wiedziała bowiem, że jej pani bardzo często cierpiała na koszmary od czasów śmierci rodziców. Nieraz musiała wstawać w nocy by zaparzyć jej ziółek na uspokojenie i by znów mogła wrócić do snu.

- W miarę dobrze, dziękuję Camille Caroline. - Odparła z majestatem Jenna Rosalie.

- Jaką dziś robimy fryzurę, panienko? Standardowe rozpuszczone loki czy może kok albo jakieś inne upięcie? - Zmieniła temat wiedząc, żeby lepiej nie drążyć delikatnego tematu pracodawczyni. Choć nie była tak gwałtowna jak Adeline Beatrice nie lubiła rozmawiać o trudnych dla niej dolegliwościach. Zdarzało się, że mogła się głośno unieść ale w przeciwieństwie do matki nigdy nie podnosiła ręki. 

- Myślę, że możesz zrobić warkocza. Nie ma sensu robić jakiejś dostojnej fryzury. Mimo wszystko to jakby spotkanie z bliską rodziną. Włożę też kolczyki z rubinami i naszyjnik z pereł. - Odpowiedziała po chwili namysłu. Prawdę mówiąc nie lubiła się ekstra stroić. Lubiła dobrze wyglądać ale nie przywiązywała uwagi, żeby jakoś bardzo świecić w towarzystwie. Była wyjątkowo skromna i w makijażu i ubiorze.R

Camille Caroline bez protestów zaplotła jej warkocza i wpięła w jej uszy kolczycoki. Na szyję zawiesiła jej perły. Mary Susanne za to ubrała jej gorset i suknię z błękitnego materiału. Wyglądała całkiem nieźle. Po względnym ogarnięciu się ruszyła do dużego salonu na śniadanie. Melissa Phoebe, kucharka jej rodziny od lat zrobiła dla niej jajecznicę i kawę. Spożywając posiłek i popijając go kawę czytała wiadomości lokalnej gazety. Jako ktoś kto sprawował władzę głowy rodziny musiała wiedzieć co dzieje się na świecie. Ze smutkiem odkryła, że jeden z przyjaciół ojca odszedł z tego świata. Michael Reginald był całkiem przyjaznym człowiekiem. Lubił też jak jej ojciec ją rozpieszczać komplementami czy też małymi prezentami gdy bywał w odwiedziny w ich posiadłosci. Dowiedziała się, że jedna z panien lekkich obyczajów okradła jednego z lordów podczas "zabawy" z nim. Została za to wychłostana i nałożono na nią wysoką grzywnę. Było też wiele innych ciekawości ale nie ma sensu ich wszystkich przybliżać. No może prócz jednej w której ogłoszono śmierć przyjaciela rodziny Lennoxów. Marlyn Margaret lennox, żona Adriano Teodora była tą, która znalazła ciało mężczyzny. Pokój gościnny w którym gościł był cały we krwi. Podobno leżał w łożku, jego język leżał na poduszce obok, a jego ciało znaczyły wiele aktów zadźgania. Mimo już kilkuletniego doświadczenia Jenna Rosalie poczuła lekkie mdłości. Mimo wszystko ciągle zadziwiało ją okrutność co poniektórych ludzi. To była ewidentna zbrodnia nienawiści. Ucięcie języka oznaczyło, że ten konkretny przyjaciel rodziny Lennox dopuścił się jakieś okropnej zdrady. Zadźganie mogło mówić wiele rzeczy, ale wiedziała, że to rozwiąże w trakcie śledztwa. Zastanawiała się jak bardzo ten ktoś musiał nienawidzić tego człowieka by tak go potraktować. Z całą pewnością przed śmiercią musiał bardzo cierpieć. Jeśli miała rację język poszedł najpierw. Jednak nie rozumiała jak w domu tak pełnym ludzi nikt niczego nie usłyszał. Z całą pewnością obca osoba z nożem w pokoju musiała przerazić tego lorda i musiała wywołać choć minimalny krzyk za nim sprawca usunął mu język. Chyba, że za nim wyciął język związał mu usta. Jednak w lokalnej gazecie nie było zmianki o tym by ofiara miała związana usta. Musiała wszystkiego dowiedzieć się podczas przepytywania wszystkich. Innego sposobu nie było. Ale oczywiście musiała też zobaczyć zwłoki na własne oczy. To z pewnością najgorszy aspekt. Nieraz Jenna Rosalie zastanawiała się nad zmianą z detektywa rozwiązującygo sprawę morderst na odkrywanie zdrad wśród małżonków. Jednak gdzieś tam bardzo głęboko w sercu lubiła widok rozlewu krwi. Tak to była kolejna dziwaczna rzecz w niej. Im coś bardziej krwawe tym bardziej dla niej fascynujące. Mogła się dziwnie założyć, że w innym życiu mogła sama być niebezpieczną morderczynią. 

Po śniadaniu postanowiła spędzić pozostały czas na muzyce. Uwielbiała grać na fortepianie i śpiewać. Sama komponowała grane przez siebie kawałki. Była dumna ze swojej pracy. Czasem też myślała o puszczenie ich w świat ale byłaby to kolejna praca do wykonania w jej już i tak bardzo zajętym życiu. Anders Piere i kilku innych służących jak zawsze gdy grała lubili stać w stosownej odległości i się przysłuchiwać jej zajęciu. Nie przeszkadzało jej to. Uważała, że służba w jej obecności nie musi ciągle pracować i ma prawo do przerw i sprawiało jej radość, że ktoś chciał jej słuchać. Przypominało jej to też dawne czasy gdy jej rodzice żyli. Była to jedyna w sumie też dziedzina, którą wykonywała, która nawet jej matka aprobowała. Grała tak i śpiewała prosto z serca i z wyraźnym uczuciem. Muzyka pozwalała jej zapominać o tym jak bardzo świat był pełen okropności. Nie widziała w tedy mordertw, uciętych głów czy innych paskudztw do których posuwali się ludzie. Nie słyszała płaczu bliskich ofiar. Muzyka zabierała ją w świat pełen ciepła i blasku nawet jeśli grała też smutne melodie. Gdyby muzyka nie istniała nie wiedziałaby jak poradziłaby sobie z traumą. Również literatura działała na nią kojąco. Słowo pisane było naprawdę wielkim dziełem ludzkości. To było niemal dla niej ironiczne, że lud który mordował, kradł czy też oszukiwał potrafił tworzyć rzeczy piękne. W tych rzadkich momentach myślała, że świat naprawdę jest piękny i warty przeżycia.

O godzinie trzynastej była gotowa w powozie. Anders Piere towarzyszył jej jak zwykle gdy rozwiązywała zagadki. Nie było bowiem bezpieczne dla niej ruszać gdziekolwiek sama. Była w końcu sławna i tak jak miała wielu sojuszników miała też wielu wrogów. Z  resztą nie tylko jej praca jako prywatny detektyw przysporzała jej złych ludzi. Jej sposób życia, funkcja głowy jako ostatniej z rodu czy inne bzdury, których ludzie nie aprobowali w niej było powodem, żeby ludzie chcieli ją atakować. Czas podróży miał trwać jakieś pół godziny ale Jenna Rosalie lubiła być wcześniej w umówionym miejscu i za nim odbędzie spotkanie lubiła zapalić cygaro. Tak mimo, że palenie również było domeną mężczyzn paliła. Zaczęło się od śmierci jej rodziny. Wcześniej nigdy tego nie robiła. No może czasem ojcem pozwalał jej na jednego bucha. Z reguły jednak jej nie ciągło. Żałoba jednak sprawiła, że chciała być bliżej ze swoim ojcem więc zaczęła popalać cygara. Tak samo jak on powoli jakby nie chciała, żeby się skończyło. Oprócz cygar jej drugim uzależnieniem było picie wina gdy była już zbyt zestresowana. Były to jednak rzadkie przypadki ale szła cała butelka wtedy. Anders Piere siedział cicho w powozie tak samo jak i ona. Jedynie głos woźnicy czasem przerywał ciszę. Z reguły były to przekleństwa. Woźnica odstawił ich przecznicę wcześniej od rezydencji Lennox jak wcześniej go poprosiła przy parku. Usiadła w tedy na ławce i skinieniem głowy poprosiła lokaja o cygaro i ogień. Mimo dezerpropaty Anders Piere odpalił jej cygaro. Nie lubił tego uzależnienia w niej. W jej ojcu również. Sam nie palił i często wyrażał zdanie jak bardzo to niezdrowe i ohydny według niego nawyk. Popaliła tak trochę a potem ugasiła cygaro o kant ławki i przekazała znowu lokajowi żeby schował. Spacerem w końcu ruszyli do rezydencji Lennox.

- Wiesz, Andersie Piere co? Naprawdę muszę po całej tej sprawie urządzić przyjęcie dla zaprzyjaźnionych rodzin. Lennoxowie przypomnieli mi, że zaniedbałam kompletnie kontakty. Zanotuj proszę w swojej głowie gdybym znów zapomniała, że powinnam urządzić przyjęcie po rozwiązaniu tego koszmarnego zabójstwa. Ojciec pewnie w głowie się przewraca na moją nieuwagę. - Zwróciła się do lokaja z prośbą.

- Panienko, jestem pewien, że twój tata jeśliby patrzył na ciebie teraz nie byłby mocno zawiedziony. Straciłaś rodziców na wszystko co święte. To zrozumiałe, że mogłaś nie mieć do tego głowy. Zrobiłaś jednak inne ważne rzeczy, których twoj ojciec nie zdążył dokończyć ku wielkiemu smutku. Nie powinnaś być dla siebie tak surowa. Gdybym sam miał córkę to chciałbym, żeby dokonała tyle co ty. Urodziłaś się jednak w kiepskim okresie i większość tego nie docenia. Zasługujesz na o wiele więcej uznania. - Wygłosił wywód Anders Pierce.

Serce Jenny Rosalie ścisnęło się ze wzruszenia gdy to powiedział. Pomimo tego, że wiedziała, że robi naprawdę dużo, potrzebowała od czasu do czasu usłyszeć uznanie, nawet jeśli jest ono od służącego.

- Czasem Andersie Pierce, jesteś dla mnie jak drugi ojciec. Naprawdę o mnie dbasz i o mój umysł jak mój własny papo. - Powiedziała z uśmiechem ale i też z lekkimi łzami w oczach ze wzruszenia.

- A co z twoim ojcem chrzestnym panienko? Nie on powinien być tym drugim? - Spytał z lekkim rozbawieniem ale i też z zadowoleniem, że zajmuje tak duże miejsce w sercu tej młodej kobiety o której myślał nie jak o pracodawczyni ale jak o własnym dziecku.

- On zajmuje trzecie. Posłuchaj to ty zawsze przy mnie jesteś, wspierasz mnie i dodajesz mi otuchy gdy nie jestem wcale taka pewna swoich działań. Adriano Teodor może i jest moim chrzestnym, ale nie jest tak bliski jak ty. Nie podziękowałam ci nigdy za to, ale dziś dziękuję. Nie tylko za służbę ale i też za troskę. 

Anders Piere nie mógł poczuć się bardziej dumny z tych słów. Jednak nie potrzebował jej podziękowań. Robił to wszystko bo Jenna Rosalie naprawdę była niezwykłą istotą. Od małego była. Gdy się urodziła mimo, że nie był jej rodzicem mocno chwyciła go za palec. Już w tedy wiedział, że to dziecko będzie jego nie tylko panią ale i też prawdziwą rozkoszą jego życia. Sam nie mógł mieć dzieci ale Jenna Rosalie była najlepszym zastępstwem biologicznego maleństwa. Przez lata patrzył jak dorasta, łapał gdy robiła pierwsze kroki i się przewracała, zaspakajał jej wielką ciekawość do świata. Nigdy nie zapomniał jak gdy miała kilka latek postanowiła zrobić swojej matce psikusa i wysmarowała jej suknię czekoladą. Było zabawnie słuchać krzyków Adeline Beatrice na całą rezydencję jakie to małe dziecko jest utrapieniem. Jednak jej stosunek do córki był paskudny. Często musiał ją opatrywać gdy pani domu wpadała w jeden tych swoich częstych wybuchów. Wszystkie te siniaki, skaleczenia, zwichnięcia to było wyjątkowo paskudne. Jednak młoda panienka nigdy nie pozwoliła by jej ojciec się dowiedział. Uważała, że pan domu ma zbyt wiele zmartwień by go martwić takimi "błahostkami" jak sama mówiła. Podziwiał, że to potrafiła znieść i że nigdy nie martwiła innych złym samopoczuciem ale nie powinna była tego robić. To nie było w porządku.

Jenna Rosalie przełożyła nerwowo warkocz na ramię. To miało być spotkanie czysto związane z pracą, ale mimo wszystko z jej ojcem chrzestnym i resztą jego rodziny. Nie widziała ich od pięciu lat i trochę się denerwowała. Wzięła głęboki oddech i skinęła głową na lokaja.

- Jesteś gotowa panienk0? - Spytał Anders Piere niepewnie widząc jej nerwową reakcję.

- Tak. Miejmy to za sobą. - Powiedziała odważnie i uśmiechnęła się szeroko.

Nie było mowy by teraz stchórzyła i nie pomogła drugiej rodzinie skoro obiecała. Anders Piere podniósł więc dłoń i zapukał donośnie. Chwilę później drzwi otworzył mężczyzna nieco niższy od Andersa Piere'a. 

- Panienka Jenna Rosalie Morell, jak miło cię widzieć nawet jeśli w niezbyt miłych okolicznościach. - Powiedział lokaj rodziny Lennox.

- Miło cię widzieć Charlesie Dariusie - Powiedziała z uśmiechem Jenna Rosalie gdy weszła do środka rezydencji i podała Charlesowi Dariusowi płaszcz, który od razu go przyjął i powiesił na haku.

- Witaj, Charlesie Dariusie. To przyjemność znów cię widzieć. Może w wolnej chwili zagramy w partyjkę? - Spytał Anders Piere.

- Oczywiście, stary przyjacielu. - Odpowiedział uprzejmnie jak lokaj lokajowi.  - Zaprowadzę was teraz do salonu moi drodzy. Wszyscy czekają w salonie na wasze przybycie.

Jenna Rosalie wraz Andersem Piere ruszyli więc powoli do salonu rodu Lennox. Nie mogła nie zauważyć, że właściwie nic się nie zmieniło od kąd ostatni raz tu była. To było parę dni przed morderstwem rodziny w Boże Narodzenie. Wielkie przyjęcie, wspaniała muzyka i wspaniałe dania. Każdy świetnie się bawił. Cieszył ją w tedy fakt, że Gabriel Sebastiano spędzał święta w tedy gdzie indziej. Było jej bardzo łatwo przywołać te wspomnienie. Matka i ojciec w dobrej, szczęśliwej relacji, całujący się i przytulający przy kominku. Śmiech gdy ojciec połaskotał matkę w szyję z prawdziwą miłością oraz z psotnym błyskiem w oku. Taniec z całą trójką a raczej jego próba bo Jenna Rosalie była dosyć kiepskim materiałem na tańcerza. Jeden z niewielu momentów gdy matka była dla niej ciepła i troskliwa bez incydentu wybuchowego. Całus w czubek głowy od Marlyn Margaret i Adriano Teodora, drobne uprzejmości wymienione z Pamelą Patricią, ciche plotkowanie z Dahlią Dominique i zabawy z Vanillią Victorią. Wszystkie te wspomnienia wywołały kilka małych leż w kącikach oczu. Otarła je szybko by nikt ich nie zobaczył. Nie chciała być uważana za małą dziewczynkę. Wyprostowała się bardziej i poszła bardziej dumnym krokiem. Ostatnie wspomnienia z rodziną czy nie musiała być teraz twarda i niewzruszona jako detektyw. Nie zwykła kobieta, sierota czy też pospolity członek arystokracji ale detektyw.
- Przepraszam, że przeszkadzam państwu ale przyjechała już Jenna Rosalie z Andersem Piere'em. - Powiedział z ukłonem Charles Darius gdy dotarli do salonu.
Cała rodzina Lennox siedzieli na kanapach i w fotelach. Pamelą Patricia trzymała w ramionach małe zawiniątko zapewne pierwsze jej  dziecko. Obok niej siedział jej mąż Liam Leonard Paterson. Na drugiej kanapie Dahlia Dominique plotła Vanilli Victori warkocza. Na trzeciej Adriano Teodor przytulał żonę. W fotelu siedział Gabriel Sebastiano, który najwyraźniej czytał książkę ułożoną na jego kolanach ale po wyjawieniu, że Jenna Rosalie przybyła szybko zamknął książkę i umieścił ostrożnie na stoliku.
- Słońce, jak miło cię widzieć. - Powiedział Adriano Teodor gdy podniósł się z kanapy.
- Witaj panie Adriano Teodorze. Jest mi naprawdę ciepło na duszy widząc cię po tak długim czasie jak oczywiście całą waszą resztę. - Powiedziała z uśmiechem i lekko dygnęła na znak szacunku.
- Och, Słońce darujmy sobie te głupie formalności. Juz ci kiedyś mówiłem, żebyś mówiła mi po imieniu lub też wujku. - Odparł Adriano Teodor i bez namysłu objął ją mocnym uściskiem. Ten uścisk znów dał jej wspomnienie wielu wcześniejszych uścisków od tego mężczyzny przez lata. Jednak wolała nie wspominać teraz tego ostatniego i odwzajemniła przytulas mocniej.
- Witaj, Wujku. - Ucałowała go w policzek.
- No proszę jak miło dostać całusa od tak uroczej, damy innej niż moja żona. - Zaśmiał z rozczuleniem lord Lennox.
- Kochana Jenno Rosalie to wielka przyjemność widzieć cię ponownie tutaj. - Powiedziała Marlyn Margaret.
- Mnie również, Ciociu. - Powiedziała Jenna Rosalie z trudem bo od lat nie używała tego wzrotu.
- Usiądźże, moje dziecko. - Odezwał się znowu Adriano Teodor,wskazujac na fotel na przeciw Gabriela Sebastiano, który pożerał ją spojrzeniem swoich zielonych oczu.

Jenna Rosalie westchnęła na to w duchu. Powolnym krokiem ruszyła na wolny fotel naprzeciw przyszłego spadkobiercy rodu Lennox i usiadła elegancko zakładając nogę na nogę. Jej wierny lokaj stanął za nią za plecami.
- Witaj JenRo. - Powiedział psotnie używając starego przezwiska Gabriel Sebastiano.
Skrzywiła się lekko.
- Miło cię widzieć paniczu Gabrielu Sebastiano. - Wycedziła uprzejmie przez zęby Jenna Rosalie. - Wygląda na to, że to tobie powinnam złożyć podziękowania, żeby poprosić mnie o rozwiązanie sprawy.
- Och, to nic takiego. - Odparł z udawaną skromnością młody panicz Lennox. - Brakowało nam wszystkim, twojego jakże uroczego towarzystwa JenRo.

W myślach rudowłosa detektyw miała ochotę postawić tego idiotę na swoim miejscu jednak się powstrzymywała. Nie była tu by uczyć błazna sztuki gry aktorskiej jeśli naprawdę chciał zgrywać kogoś kto rzeczywiście jest skromny. Nie miała zamiaru dać się mu tak po prostu wyprowadzić z równowagi. Przybrała więc jeden z najlepszych uśmiechów.

- Jesteś naprawdę zaiste wspaniałomyślny i pełen niespodzianek mości Gabrielu Sebastiano. Jestem niesamowicie uradowana, że to akurat ty przypomniałeś nam wszystkim jak się zaniedbaliśmy nawzajem. To z twojej strony wyjątkowo obiecująca cecha partnera rodzinnego z której z pewnością będę potrzebować w przyszłości. - Powiedziałam gładko i grzecznie.
Gabriel Sebastiano wydawał się jak rażony piorunem. Jego usta otwierały się i zamykały jakby zabrakło mu odpowiednich słów. Pewnie spodziewał się, że młoda kobieta pęknie ale bardzo się pomylił. Jenna Rosalie była w cudnym nastroju, że ustawiła tego młodego lorda na swoim miejscu.

Nagle rozległ się cichy śmiech Vanillii Victory. Druga z córek Lennox nie mogła powstrzymać śmiechu przy konwersacji tej dwójki.

- Nic się nie zmieniliście, wy dwoje. Zawsze chcecie tego drugiego zaszokować. Można by by było pomyśleć, że wyrośnicie już z tego. - Powiedziała czując wzrok całego towarzystwa a w szczególności Jenny Rosalie i Gabriela Sebastiano. 

- Och, cicho być. Ty dalej boisz się pajęczyn! Pajęczyn do licha!- Wykrzyknął zirytowany brat do starszej siostry.

- Zamknij się Gabriel Sebastiano. Ona ma trochę racji co do nas. Jednak ja nic na to nie poradzę. Cholernie bardzo mnie irytujesz od zawsze. - Warknęła Jenna Rosalie, broniąc koleżanki.

- Wcale nie jestem irytujący. Myślę, że po prostu udajesz zdenerwowaną, żeby ukryć, że tak naprawdę mnie lubisz panienko Morell. - Odpowiedział pewny siebie Gabriel Sebastiano.

Jenna Rosalie, aż zachłysnęła się powietrzem. Nie mogła uwierzyć, że ten arogant coś takiego powiedział. Jednak szybko odzyskała rezon.

- Chyba śnisz. - Prychnęła kręcąc głową nad tym idiotą. 

-  Możesz być pewna moja miła, że w moich snach robimy coś całkiem innego. - Odparował i poruszył sugestywnie brwiami.

- Jesteś świnią! - Wykrzyknęła oburzona jego odwagą gdy zrozumiała aluzję młodego lorda.

- Wystarczy tego. - Rozległ się głos Adriano Theodora.- Gabrielu Sebastiano, myślałem, że rozmawialiśmy o manierach wobec dam, a zwłaszcza tych, które należą do rodziny. Czy twój pomysł sprowadzenia tu Jenny Rosity obejmował dogryzanie tej wspaniałej panny? - Spytał cichym i stanowczym głosem.

Gabriel Sebastiano miał na tyle przyzwoitości by okazać poczucie winy na naganę ojca.

- Bardzo przepraszam Jenno Rosalie. Mój ojciec jak zwykle ma rację. Okazałem ci brak szacunku i jest mi bardzo przykro z tego powodu. - O dziwo słowa młodego spadkobiercy zabrzmiały w uszach Jenny Rosalie szczerze.

- W porządku Gabrielu Sebastiano, przyjmuję twoje przeprosiny. Ja także przepraszam, wujku nie powinnam reagować na zaczepki pańskiego syna. Matka ciągle mnie o tu strofowała ale i tak ciągle o tym zapominam. - Powiedziała ostatnie z danie z lekkim westchnieniem.

- To bynajmniej nie twoja wina moja droga. Mój syn doskonale wie jak się zachować po prostu woli być wulgarny. Mam nadzieję, że w końcu spoważnieje bo będę musiał, zmienić spadkobiercę. - Powiedział ponuro starszy mężczyzna. - Chciałem ci wczoraj powiedzieć ale zapomniałem, że na czas śledztwa chciałbym, żebyś tutaj mieszkała.

Rudowłosa kobieta zamarła. Nigdy nie mieszkała z ludźmi, którzy zlecali jej rozwiązanie sprawy a tym samym i z podejrzanymi. Nie bardzo jej to odpowiadało. Fakt, że miała przez być może parę tygodni mieszkać z rodziną Lennoxów, a w szczególności z Gabrielem Sebastiano naprawdę nie brzmiał dla niej wesoło.

- Wujku, wybacz proszę ale nigdy nie mieszkam w domu moich zleceniodawców. To wbrew mojej etyce zawodowej. Po za tym nie mam bagażu na taką ewentualność. - Próbowała się wywinąć z tej sytuacji.

- Nonsens, dziecko. Nie jesteśmy tylko twoimi zleceniodawcami. Jesteśmy rodziną. Jestem pewien, że Anders Piere nie będzie miał nic przeciwko by udać się po twoje rzeczy. - Powiedział Adriano Theodor nie chcąc zauważyć, że stawia Jennę Rosalie w dość niezręcznym położeniu.

- Natychmiast wyruszę, panienko Jenno Rosalie. - Potwierdził zdanie Anders Piere.

- W porządku. Nie bierz jednak wiesz czego. - Powiedziała zrezygnowana, wiedząc już, że nie ma mowy by się wyplątała z tej gościny.

Kiedy Anders Piere zawrócił do rezydencji Morell, reszta towarzystwa spędziła na zwykłej gadaninie. Trzy godziny później jedli wystawną kolację, a lokaj zdążył wrócić przed udaniem się swojej pani do spania. Jenna Rosalie wcale nie czuła się dobrze z obrotem spraw. Wiedziała już jedno. Ta sprawa będzie dużo bardziej zagmatwana niż wszystkie inne do tej pory. Musiała mieszkać z kimś kto prosił o rozwiązanie sprawy. Długo nie mogła zasnąć w obcym łożu mimo, że było wygodne. Musiała jednak w końcu zasnąć, bo jutro czekał ją pracowity dzień przesłuchań i zeznań. Po dłuższym gapieniu się w inny sufit niż jej własny w końcu jej powieki się zamknęły.


To koniec rozdziału trzeciego. Proszę zostawcie komentarz z opinią czy wam się podoba. 

* Rosabella


Pierwszy Rozdział " Jenna Rosalie Morell: Mroczne Uwodzenie Śmiercią"

 Hejka, ludzie,

 Oto pierwszy rozdział pierwsezgo opowiadania, które wstawiam. 

Tytuł opowiadania : Jenna Rosalie Morell : Mroczne Uwodzenie Śmiercią


Jest rok 1724, a akcja dzieje się w Szkocji 

Młoda detektyw, pierwsza kobieta na tym stanowisku ku nie zadowoleniu wielu mężczyzn w tamtym czasie  - Jenna Rosalie Morell zostaje poproszona przez ród Lennox o rozwiązanie morderstwa, przyjaciela ich rodziny.

Zagadka, okazuje się być bardzo zawiła nie tylko ze względu na samo śledztwo ale również, że panicz Gabriel Sebastiano Lennox, przyszły spadkobierca rodu zwrócił na nią szczególną uwagę. 

Obowiązek i niespodziewana namiętność bardzo miesza w głowie Jenny Rosalie i nie raz bywa sfrustrowana co kończy się od czasu do czasu wypiciem całej butelki wina. 


Kto zabił? Jakie sekrety skrywa rodzina Lennox? Czy Jenna Rosalie ulegnie pokusie pożądania Gabriela Sebastiana? Na te pytania możecie znaleźć odpowiedź tylko czytając historię.




1


 Jenna Rosalie Morell nie była wielką pięknością. Nie była też jakaś wielką brzydotą. Miała długie rude włosy z reguły pofalowane albo upięte w wysokiego koka z opuszczonymi kilkoma kosmykami włosów przy twarzy. Najczęściej nosiła w uszach misternej roboty kolczyki z rubinami. Miała bladą i delikatną cerę. Lekkie muśnięcie słońca i już miała kilka czerwonych plam w odkrytych miejscach. Jej wzrost był przeciętny ledwie metr sześćdziesiąt.

Mimo młodego wieku zaledwie dwadzieścia siedem miała już za sobą dużą tragedię. Jej rodzice zostali zamordowani pięć lat temu. Przez kilka lat odczuwała sporej wielkości rozpacz oraz depresję. To był dla niej bardzo bolesny okres ale tylko ze względu na ojca. Z matką nie miała najlepszych relacji ani za dzieciństwa ani też w późniejszych latach, a pogorszyło się gdy Jenna Rosalie postanowiła nie tylko studiować co w tamtym czasie nie było dobrze widziane by kobieta była zbyt wykształcona ale również dlatego, że wybrała kierunek kryminalistyczny. Często się więc o to kłóciły. Matka Jenny Rosalie była naprawdę wybuchową kobietą. Z Adeline Beatrice Morell nie wielu się chciało wadzić i z reguły przytakiwano jej bez sprzeciwu. Tylko Jenna Rosalie nie miała zamiaru się ugiąć przed matką.
Jej ojciec, Trever Thomas Morell był jednak dumny z córki. Kochał fakt, że jego jedyne dziecko będzie pierwszą kobietą w historii, która zostanie detektywem. Zawsze ją wspierał i nie raz pociągał za odpowiednie sznurki żeby spełniać marzenia Jenny Rosalie. Dla niej tata nie był tylko ojcem. Był też powiernikiem i przyjacielem. Fakt więc, że to jego zamordowano zostawił na niej gorycz. Matka była jej obojętna i choć było jej bardzo źle patrzeć na jej odciętą głowę od ciała i powieszoną na żyrandolu jak kpinę z rodu Morellów to nie czuła nic więcej. Jednak głowa jej ojca powieszona przy oknie była o wiele gorsza. Zamarła w tedy i nie wiedząc kiedy ryczała z łzami i bólem w ramionach swojego lokaja Andersa Piere'a Lockseya. W tamtym momencie była na drugim roku nauki i przygotowania do zawodu. Została wyznaczona jako asystent bo nauczyciele z uczelni stwierdzili że morderstwo jej rodziców będzie idealnym pierwszym startem do zobaczenia jak wygląda niezbyt przyjemny urok tej pracy.
Jenna Rosalie w tedy ledwo była się otrząsnąć z przedstawienia jaki zrobił morderca z jej rodziców. Na szczęście jednak detektyw prowadzący sprawę był dla niej wyrozumiały i bardzo dokładnie wypytywał ją o samopoczucie i dawał rady nie tylko w sprawie roboty ale i też dalszego życia przy traumie.
Mordercą rodziców okazał się jeden z zacieklych wrogów jej ojca, który wisiał rodzinie Morell sporą kwotą pieniężną.

W dniu w którym zaczynamy naszą opowieść o tej wspaniałej pannie detektyw, Jenna Rosalie siedziała na werandzie rodzinnej rezydencji, którą odziedziczyła wraz z wieloma innymi rezydencjami oraz pokaźnym majątkiem w skarbcu mogącym wykarmić co najmniej dwadzieścia pokoleń. Było bardzo słonecznie i ciepło jak na marcową pogodę. Tak ciepło że mogła po prostu siedzieć w lekko ciepłym pledem na plecach i sukni z czerwonego materiału z obniżonym ramionami. Popijała spokojnie kawę i jadła śniadanie w postaci naleśników.
Wspominała kilka chwil gdy ojciec gdy była dzieckiem brał ją na kolana i uczył wszystkiego co powinna wiedzieć głowa rodu Morell. Choć dla większości dzieci uczenie się historii, zawierania umów z innymi rodami żeby wynieść z nich korzyści od obu stron byłoby nudne dla Jenny Rosalie było to fascynujące. W wieku dwunastu lat mogłaby już objąć funkcję głównego przedstawiciela rodziny. Matka nie była zadowolona że córka miała zajmować się majątkiem i biznesami rodzinnymi. Jak większość ludzi uważała, że kobiety powinny zajmować się organizowaniem małych przyjęć, dbaniem o dom czy wychowywaniem dzieci. Często kłóciła się z ojcem, że za bardzo rozpieszcza Jennę Rosalie. Chciała żeby majątek po ich śmierci objął daleki kuzyn mieszkający w dalszym kraju. Jednak ojciec powiedział, że nie powierzy funkcji dbania o nazwisko Morell komuś kto nawet nie nosi tego nazwiska. Skoro los nie chciał dać męskiego potomka to właśnie córka będzie odpowiedzialna za przyszłość rodu.
Jenna Rosalie nigdy nie była bardziej dumna i wdzięczna za zaufanie jakie jej tata w nią pokładał. Każdego dnia do teraz dbała o to by ta wiara była zasłużona. Nie wdawała się w skandale, mężczyzn w większości przypadków odpychała ponieważ nie wierzyła, że któryś z nich byłby odpowiednim współmałżonkiem. Chciała być z kimś kto by ją szanował nie tylko za wygląd, czy pozycję ale też i za jej osobowość. Pragnęła mężczyzny który nie tylko naciskałby na ślub i spłodzenie potomka ale i też by z nią rozmawiał, traktował na równi i lubił się z nią śmiać i spędzać dużo czasu. Większość jednak mężczyzn widzieli jej tylko nie brzydką buzię oraz wielki majątek. Żaden tak naprawdę nie widział prawdziwej jej. To czasem bolało. Przez lata robiła co mogła by nie tylko jej majątek był ważny ale też i ona sama. Jej zasługi, osobowość i umiejętność podejmowania ważnych decyzji. Również fakt, że nie była typową damą.
Zabawne a zarazem smutny dla niej był fakt, że mieli ją za głupiutką gęś gdy była mądrzejsza i bardziej podstępna od nie jednego mężczyzny. Chwilami myślała, że do końca życia pozostanie starą panną z pustą rezydencją jedynie ze szwędającymi się służącymi. Jak dotąd jedyny przedstawiciel przeciwnej płci który spełniał większość jej wymagań był Anders Piere. Ale przecież nie mogłaby za niego wyjść. . Po pierwsze był już żonaty po drugie był już po sześćdziesiątce. Westchnęła od tego rozmyślania.

Jej rozterki wyrwała położona nagle na jej ramieniu ręka przez jej lokaja.
- Panienko, dzwonił telefon w sprawie pracy detektywistycznej. To lord Adriano Teodor Lennox. - Powiedział cicho.
Jenna Rosalie zdumiala się. Znała rodzinę Lennox. Byli przyjaciółmi rodziny. Ostatni raz tak naprawdę widziała ich wszystkich na pogrzebie rodziców. Adriano Teodor objął w tedy mocnym pocieszającym uściskiem. Pozwolił jej płakać na jej ramieniu. Jego córki Pamela Patricia, Dahlia Dominique i Vanillia Victoria również złożyły jej kondolencje. Z Dalią Dominique nieźle się dogadywała. Obie potrafiły nawet się pośmiać w swoim towarzystwie. Z Pamelą Patricią bywało nieco niezręcznie ale z szacunkiem, Vanillia Victoria była raczej cichym cieniem wśród swojego rodzeństwa. Jednak jedyny syn państwa Lennoxów, Gabriel Sebastiano był dla niej wyjątkowo irytujący i frustrujący. Jako dzieciak ciągle ciągnął ją za włosy, podbierał pracę, którą zlecał jej ojciec żeby mu pomóc i patrzył na nią dziwnie. Był zagadką dla niej i nigdy go nie potrafiła zrozumieć. W późniejszych latach nie widywali się zbyt często tak samo jak i z resztą tej rodziny ale chodziły o nim plotki. Podobno miał już na swoim koncie całe morze kobiet. Żadnej jednak nigdy nie przyprowadzał do rezydencji Lennox. Po prostu gździł się z nimi po kątach. Same myślenie o Gabrielu Sebastiano napełniało Jennę Rosalie nie smakiem i obrzydzeniem.
- Już idę. - Powiedziała i ruszyła do gabinetu z zaciekawieniem o co mogło chodzić. Lennox nie byli biedni i mieli wielu detektywów z którymi zawierali sojusze więc było to dla niej dziwne, że tym razem zwrócili się do niej i to po tylu latach.
Wybrała numer Lennoxów z dziwnym uczuciem, że ta interakcja coś zmieni w jej cichym życiu.
- Tu rezydencja państwa Lennox w czym mogę, służyć? - Usłyszała znajomy głos ich starszego lokaja, Charlesa Dariusa.
- Witaj, Charlesie Darius. Tu Jenna Rosalie Morell, podobno twój pracodawca ma dla mnie jakaś ważną sprawę - Powiedziała grzecznie ale i też z dozą majestatu.
- Och, już wołam pana Lennoxa. Proszę poczekać chwilę, panno Jenno Rosalie. - Odpowiedział z szacunkiem Charles Darius.
Przez chwilę słyszała tylko ciche. Ale pięć minut później był dźwięk ponownego podnoszenia słuchawki.
- Jenno Rosalie? - Usłyszała dość głęboki głos mężczyzny.
- Tak to ja, panie Adriano Teodorze. Słyszałam, że potrzebuje Pan pomocy detektywa, prawda?
- Rzeczywiście potrzebuję, Słońce.

Słońce, przydomek, który ten przyjaciel rodziny nadał jej gdy miała zaledwie pięć lat. Było dziwnie ponownie go usłyszeć po pięciu latach bez odzewu.
- Mam przeczucie drogi Panie, że jest szczególny powód, że dzwoni pan do mnie w tej sprawie, mam rację?
- Oczywiście jest. Widzisz dwa dni temu, ktoś uciął innemu staremu mojemu znajomemu język i zadźgał go bez żadnej litości. Mógłbym poprosić jednego z detektywów, których mam interesy ale mój syn, wspaniałomyślny Gabriel Sebastiano dobrze zauważył, że zbyt długo nie pamietaliśmy, o tobie skarbie za co naprawdę nam przykro. Miałem tak wiele na głowie co wcale nie jest za dobrą wymówką, żeby zaniedbać obowiązki jako twojego ojca chrzestnego. Naprawdę mi z tego powodu przykro i wstyd. Przyjmij proszę, przeprosiny od starego glupca, Słońce.

Jenna Rosalie westchnęła wewnętrznie. Sama też kompletnie zawaliła sprawę z utrzymywaniem kontaktów z rodzinnymi przyjaciółmi i nie tylko z Lennoxami ale też i cóż ze wszystkimi innymi. Będzie musiała w końcu to naprawić. W końcu jest ostatnią głową rodziny Morell. To było naprawdę niefortunne, że to irytujący Gabriel Sebastiano o tym przypomniał swojemu ojcu i jej samej.
- Nie ma za co przepraszać, panie Adriano Teodor. Sama też kompletnie o tym nie pomyślałam. Najpierw strata i żałoba a później tona biznesowych nie dokończonych spraw, które mój biedny papo, którego mimo wszystko świecę jego pamięć każdego dnia niestety nie zdążył dokończyć przed śmiercią. Również ponoszę tu winę. - Powiedziała z goryczą do samej siebie, że zaniedbała stosunki ze wszystkimi rodami, które jej ojciec tak bardzo cenił za życia.
- Nie bądź dla siebie zbyt ostra, moja miła. To był bardzo trudny dla ciebie czas. Również tęsknię za Trevorem Thomasem. Był wspaniałym człowiekiem, przyjacielem i partnerem do biznesu. Ciągle wspominam jak palił te cygara powoli jakby nie chciał, żeby kiedykolwiek się skończyły i to jak bardzo dbał, żebyś była doceniana. Na każdym kroku mówił, że jego mała dziewczynka jest taka mądra i niezależna i utalentowana w wielu dziedzinach. Byłaś jego prawdziwym klejnotem życia. Jestem pewien, że gdziekolwiek teraz jest patrzy na ciebie i ciągle cię podziwia nad niebiosa. - Powiedział wyczuwając, że się gani w duchu.
- Więc kiedy miałabym przyjechać zacząć pracę? Domyślam się że, sprawa jest pewnie pilna, prawda? - Spytała nie chcąc myśleć, że jej tata z pewnością by ją obserwował za grobu. Nie była jednak religijna. Wręcz przeciwnie była na wskroś nie wierząca co jeszcze bardziej różniło ją od większości ludzi. Wiedziała jednak, że jeśli faktycznie Niebo istniało i ludzie mogli obserwować w nim swoich żyjących bliskich to jej tata na pewno nie przypuszczał żadnej okazji żeby obserwować jej dalsze losy. Pewnie był rozczarowany nią za niedociągnięcia. Matka pewnie ciągle kręciła głową, że nie jest typową damą.
- Najlepiej by było gdybyś przyjechała jutro o drugiej w południe,Słońce. Wszyscy się cieszymy, że znów cię ujrzymy, kochanie. Dahlia Dominique nie może się doczekać, żeby znów z tobą rozmawiać. - Odparł serdecznie lord Lennox.
- Dobrze, będę o drugiej. Do zobaczenia, panie Adriano Teodor. - Powiedziała Jenna Rosalie i odłożyła słuchawkę.

Kilka godzin później dalej myślała o poprawach stosunków z zaprzyjaźnionych rodów z rodziną Morell, które tak niedbale olała. Później kręciła myśl o rozwiązaniu zagadki Lennoxów i ich zamordowanego przyjaciela. Doszła też myśl, że będzie musiała znosić częste towarzystwo Gabriela Sebastiano co wcale jej nie było na rękę. Nie chciała się kręcić w jego towarzystwie jeśli nie było to absolutnie konieczne. Krzywiła się z nie smakiem wyobrażając sobie jego denerwujący uśmieszek i nawyk ruszania brwiami. Mając kompletnie dosyć na dzisiaj oznajmiła Andersowi Piere'owi, że jutro o drugiej ma przygotować pojazd na pierwszą w południe i udała się na spoczynek.

To koniec rozdziału pierwszego.

Zachęcam do komentowania i wyrażania opinii. 

* Rosabella




WSTĘP

 Hejka  drodzy czytelnicy, 


Zakładam bloga z moją twórczością pisarską.

Na początek kilka słów o mnie. Moje przydomki to Rosabella, Róża lub Rosita.

Moje prawdziwe imię nie ma tu znaczenia. 

Mam dwadzieścia cztery lata urodziłam się i mieszkam w Katowicach.

 Moją pasją od dziecka jest pisanie opowiadań. 

Pierwsze opowiadanie napisałam w wieku dziesięciu lat. Stało się to dla mnie zajęciem, które do teraz kocham robić. 

Publikuję również na Wattpadzie mój profil to rozi126_warszewska i tam również gorąco zapraszam. Ludzie lubią mój styl pisania i to się dla mnie liczy najbardziej. 

Mam nadzieję, że ci którzy tu zalukają również będą zainteresowani i będziemy się świetnie bawić. Nie boję się krytyki i chętnie ją przyjmę i postaram się z niej wyciągnąć jak najwięcej po to, żeby się udoskonalać bo pewnego dnia pragnę wydać książkę mojego własnego autorstwa i zobaczyć na własne oczy okładkę ze swoim imieniem w rękach innych ludzi.

Zapraszam więc serdecznie: 

Rosabella

Drugi Rozdział Jenna Rosalie Morell : Mroczne Uwodzenie Śmiercią

  Hejka kochani, Oto drugi rozdział Jenna Rosalie Morell: Mroczne Uwodzenie Śmiercią" Zapraszam do komentowania, wyrażania opinii. 2 Je...